Darek

Chciałem

Chciałem być kimś, a byłem nikim

Szarą nie wyróżniającą się masą w szarości dnia.

Chciałem być mężem stałem się katem.

Chciałem być ojcem stałem się nadzorcą.

Chciałem być synem zostałem krytykiem.

Chciałem, chciałem, chciałem

Co z siebie dałem?!

Pustkę, przerażenie, upokorzenie, krzywdę strach.

Kiedy to dostrzegłem nie miałem nikogo i nic.

Teraz ja miałem pustkę, przerażenie, krzywdę, upokorzenie i strach!!!

Dalej byłem nikim, bez sensy życia, bez radości, bez woli do życia.

Jednak to ludzie, których teraz nazywam przyjaciółmi sprawili i sprawiają, że znów odzyskałem wiarę i potrzebę istnienia. Teraz daję innym siebie, bo to Oni pokazali i uświadomili mi, że aby być i zaistnieć trzeba zacząć od siebie.

Teraz patrzę na życie inaczej spokojniej. Zaglądam w siebie i tu szukam rozwiązań na życie.

Bo życie trzeba brać za rogi zaczynając od siebie.

Dariusz Iwaniak

 

Doświadczać

Dni przemijały jak dym uchodzący z komina.

Ukazujący we mnie tylko szarości i niemoc istnienia.

Byłem chory jak chora była moja dusza niewidząca, nie dostrzegająca ciepła dnia.

Barw i ciekawości życia.

Nadszedł jednak dzień odrodzenia – wiara w to co nieosiągalne.

Pojednanie z Bogiem i jego cudem stworzenia i darem życia. Tym co mnie otacza, bo jest to radością samą w sobie.

Jestem chory jednak oczami duszy zacząłem widzieć każdą chwilę życia jej barwą i szarości, które są całością istnienia.

Pan mnie stworzył bym żył i doświadczał cudu doznawania rzeczy miłych i małych, acz uroczych.

Dariusz Iwaniak

04.07.2005 r.

 

 

Jak Pory Roku

Byłem jak pory roku

Zimą, oziębły zastygły i zlodowaciały w swej dumie, pysze i bucie. Odporny na ciepło innych. Ich dobroci i dbałości o mnie. Nie dostrzegałem tego, bo stawałem się soplem lodu.

Zauważali to, czego ja nie dostrzegałem przez powłokę, która mnie otaczała.

W końcu moje serce zastygło.

Nastało przedwiośnie i sopel, którym byłem zaczął pękać i znów zaczęło bić serce, powoli i niepewnie. Nie wiedząc jakim rytmem ma bić i dla kogo, bo ich już nie było, ale zjawił się ktoś kto podał rękę. Wskazał drogę wśród resztek lodu.

Nadeszła wiosna. promyki słońca obudziły mnie do życia. Godnego życia. Byli nimi Oni. Ci co podali ręce, które powoli i z mozołem zaczęły wyciągać mnie z błota, które mnie otaczało. Serce biło, ale tak jak kapryśna jest wiosna.

Nastało lato z chłodnymi i ciepłymi dniami. Lecz trwa i trwać będzie tak długo, jak długo moje serce będzie biło, ogrzewane przez promyczki słońca. Jestem teraz jak rozkwitający kwiat, który nabiera barw. Pokazując swe wnętrze. Dając nadzieje nowym kwiatom, że mogą być równie barwne i potrzebne. Lecz bez promyków słońca jakimi są inni ludzie nie nabiorą barw i nie dadzą radości innym.

Dariusz Iwaniak

2004